?

Log in

No account? Create an account
uroczo

jestem juz duza i dorosla

Posted on 2011.11.26 at 19:01
tak proszę państwa, niektórzy z was mogą pamiętać mnie jako 13latke, a tu cyk, jestem już na studiach, dorosłość ssie kompletnie, cóż, jak każdy wierzyłam, że jak będe duża i dorosła to będzie jakoś lepiej, kolorowiej, i może nawet jest, tylko ja nigdy tego nie dostrzegam na czas, tylko z lekkim opóźnieniem, jak po fakcie i trzeba czekać na kolejną wyrwę w codzinności, którą zauważa się po czasie  i koło się toczy i toczy i toczy...  

a z innej beczki, po researchu złożonym z podróży na stopa ze szczecina przez prage do barcelony i z powrotem, szybko by zdążyć na woodstock przedstawiam te oto opowiadanie, enjoy.

„Siadaj na pakę maleńka”


Doskonale znała pierwsze pytanie.
Uśmiechając się promiennie, machając mapą, próbując być jak najbardziej                                                                          niewinna, subtelna, ale zarazem seksowna i powabna doskonale znała
pierwsze pytanie. Zresztą po dwóch dniach i siedmiu samochodach znała
nie tylko pierwsze ale i następne pytania.
Nie oszukujmy się,
odpowiedzi były wypadkową kłamstwa, motywów z seriali i amerykańskich
filmów, a także tego co pytający chciał usłyszeć. Nie ma sensu zwierzać
się komuś, kogo nigdy więcej nie spotkasz, poza tym, zdawało się jej, że
jest pierdolnięta, więc wolała się tym nie chwalić.
Znała te
wszystkie zagrywki i nie myślała już o nich wcale jako o ciosach poniżej
pasa, raczej jako o niepisanej umowie – należytej zapłacie.
Byle tylko jechać.
Nie
wiedziała, że to tak działa. Wsiadasz do samochodu, zdejmujesz buciki i
tylko czekasz na powolny start, takie kilkutonowe kolosy nie startują
od razu.
Ale czujesz od razu to, nie wiadomo jak to określić, ale
gdzieś pod skórą się to czuje. On jej o tym opowiadał, ale w sumie
myślała, że to takie pieprzenie po alkoholu, Jemu zawsze włączała się
taka natchniona gadka po trawie i przestała już dawno temu zwracać uwagę
na ten obniżony ton, gdy zaczynał opowiadać o podróżach.
Potem się
zaczyna. Po krótkiej serii Skąd? Dokąd? Jak długo? Takiej rozgrzeweczce,
która jednak była decydująca, gdyż pokazuje ciągu kilku sekund kierowcy
jaka jesteś, czyli powinnaś być : czarująca, lekko onieśmielona,
skromna, jednak dowcipna, figlarna i raczej ładna niż brzydka, to jednak
do się szybko załatwić odpowiednią sukienką lub bluzką, pamiętajmy by
nie przesadzić z seksapilem, gdyż pomylenie cię z dziwką kończy się
niemiło, trudno jest wytłumaczyć, że nie potrzebujesz pieniędzy, a już
na pewno nie potrzebujesz członka w swoich ustach.
To tak po krótce,
zazwyczaj nawet ci, co by chcieli widzieć cię ze swoim kutasem w twoich
ustach będą bali się to powiedzieć. Takich rzeczy się nie wypowiada,
ewentualnie można je zrobić, ale tylko i wyłącznie szybko, gwałtownie.
Większość ludzi, nawet mężczyzn, nie jest do tego zdolna.
Jeśli
przyzwyczaisz się do wzroku skierowanego non stop na swoje cycki, to
jesteś w domu, trzeba się pozbyć skrępowania. Oni też mają przecież
swoje patenty na to by móc popatrzeć. Na przykład klimatyzacja na
najwyższym biegu być musiała ściągnąć bluzę i pokazać stanik zarysowany
pod t-shirtem, na przykład specjalne, natarczywe wręcz sięganie po
cukierki do schowka dla pasażera, choć ty sama możesz im je podać.
Takie
rzeczy trzeba wybaczyć, w końcu jedziesz na przykład siedemset
kilometrów za darmo, zgodnie z zasadą nic nie ma za darmo, możemy
przyjąć, że widok twoich nagich ramion jest wart tego, by cię podwieźć
dalej. Trzeba także udawać, ze się tego nie zauważa, gdyż inaczej wywoła
to konsternacje i u ciebie i u kierowcy, nikt nie lubi jechać w ciszy
pełnej skrępowania.
Zaczynamy więc zabawę. Dlaczego sama się
wybrałaś w taką podróż? Ostro, bo nie wiadomo co powiedzieć. To, że
faktycznie od dwóch tysięcy kilometrów jechała sama wywoływało
zdziwienie. Bo może jest psychiczna, może ma coś do ukrycia, może przed
czymś ucieka. Wreszcie: może jest tak głupia, że sama ładuje się do
samochodu kolesiom, którzy od kilku tygodni nie widzieli swoich
żon/dziewczyn/kochanek, którzy przecież mogą być niebezpieczni. No
właśnie na tym polegał cały problem: mogą. Po prostu z reguły nie są.
Chcieliby być, ale boją się. Każdego można na chwilkę przystopować ciętą
ripostą, może nie każdego da się słowem spacyfikować całkiem, ale te
kilkadziesiąt sekund masz dla siebie. Tylko co z nimi zrobisz? Sięgniesz
po paralizator, wsadzisz delikwentowi palca w oko? Nie sadzę,
pamiętajmy, że jedziesz tirem, za twoimi plecami jest osiem ton cegieł
czy innego dziwnego ładunku, więc nie będziesz machała łapami w czasie
drogi. On i tak musi patrzeć na jezdnię, musi kontrolować samochód, tobą
będzie próbował się zająć później. Po prostu przygotuj się na szybki
wypad i krzyczenie. Jesteś dużą dziewczynką, umiesz krzyczeć. Dobrze, że
nie jesteś facetem, bo musiałabyś się bić, spocić i być może podrapać.
Ty sobie pokrzycz, niech inni ludzie załatwią to za ciebie. Właśnie po
to jesteś dziewczynką. Żeby unikać brudu i przemocy, wiesz to od
maleńkiego.
Tak samo jak wiesz lub powinnaś wiedzieć, że seks to nie
miłość, a miłość to nie związek, że związek to niekoniecznie gwarancja
nie bycia samotnym, raczej gwarancja dobrego designu samego siebie,
pozytywnej kreacji swojej osoby jako normalnego człowieka.
Więc gdy w
końcu to nastąpiło, w końcu trafiła na kierowce z którym naprawdę
chciała uprawiać seks, bo przecież nie kochać się nawet nie udawała
zdziwionej takim obrotem sytuacji. Troszkę było jej nawet żal, że ona
wie i on wie, że ten seks będzie słaby, że ona nie ma zamiaru się starać
i że on również przyszedł po swoje, a nie by dawać cokolwiek
komukolwiek. Więc choć nie miała pojęcia po co w ogóle próbują – po
całym dniu w samochodzie obydwoje nie mieli siły na nic, to jednak
poddała się bez zbędnych westchnień i zawstydzonych spojrzeń. Ciekawa
była tylko tego, co przyniesie następny dzień: ciszę, ucieczkę czy
śmiech prosto w twarz. Czy było to zachowanie się z klasą czy nie, oboje
ominęli tę część wieczoru taktowną ciszą, gdy inni pytali ich co robili
przed snem.
Łączyła ich przecież tylko jej chęć by jechać dalej,
więc poddawała się wszystkiemu tylko po to by nie zostać opuszczoną na
jakimś pustym parkingu.
Jak to się dzieje, że jesteś samotna?
Dlatego, że tak się czujesz, czy dlatego, że tak myślą o tobie inni? Ona
nigdy nie czuła się samotności, może nie uciekała od ludzi, by zaszyć
się na chwile w parku lub na ustronnej polanie jak bohaterki tanich
powieści, ale lubiła dystans, na który mogła sobie pozwolić – jak na
drogą torebkę. Tylko, że gdy masz drogą torebkę nikt nie zadręcza cię
pytaniami w stylu Dlaczego ją masz? Gdy chcesz odpocząć od ludzi, jest
to pierwsza rzecz nad którą zaczną się zastanawiać. Bo to dziwne, bo to
nienaturalne. Już w szkole uczą nas, że człowiek jest istotą społeczną. A
przecież ludzi masz dookoła zawsze, nawet na pustyni znajdziesz ślady
Indian i tylko modlisz się by cię nie spotkali i nie oskalpowali.
Wszędzie jesteś otoczona przez ludzi czy też ich wyroby, w każdym lesie
znajdziesz niedopałki i zużyte podpaski, a zazwyczaj wcale tego nie
szukasz, prawda? Nawet w pseudo – anonimowym internecie zostawiasz swoje
i.p. I jesteś udupiona, bo dobry informatyk sprawdzi na jakie strony
wchodziłaś, jakie plotki na pudelku czytałaś i jaki rodzaj porno lubisz
najbardziej. Nie wiedziała tylko dlaczego nikt nie zadaje innego pytania
Czy czujesz się samotna, które było o wiele bardziej fundamentalne.
Kierowcy,
ze wszystkich innych ludzi wiedzieli to najlepiej. W końcu to oni sami
skazywali się na niejakie wygnanie, bo niezależnie od tego jak bardzo
kochali swoją pracę, to zawsze na końcu ktoś mówił, że powinni znaleźć
kobietę zamiast spędzać cały czas w kabinie, za kierownicą, że od takiej
pracy człowiek wariuje. A jednak oni jak wszyscy poddają się presji
bycia jedną wielką rodziną dwuosobowych komórek społecznych. Bo tak
chyba jest prościej, bo nawet jeśli myślą inaczej, to łatwiej nawet
głupią rozmowę prowadzić w schematyczny sposób, z odpowiedziami które
możesz przewidzieć niż zmusić się do odrobiny elastyczności mentalnej i
spróbować zrozumieć inną osobę. To bardzo ułatwia życie, ale powinniśmy
im wybaczyć, w końcu spędzają za kółkiem kilkanaście godzin, skupieni
na drodze, a nie roztrząsaniu problemu tego jakim wymogom społecznym
muszą sprostać kobiety. A także wszyscy inni ludzie. Ale nigdy nie
zmuszajmy nikogo do myślenia, to nie wychodzi na dobre nikomu, ani
zmuszonemu ani zmuszającemu.

Ona to wiedziała. Nie miała pojęcia
skąd, ale gdzieś, kiedyś nauczyła się obcować z ludźmi i na razie
zawsze jakoś umiała wytłumaczyć się z tego dlaczego nie ma faceta.
Dlaczego do nikogo nie należy. Aczkolwiek wiedziała również, że ludzie
nie są aż tak wspaniałomyślni i wyrozumiali, że teraz jest postrzegana
jako młodziutka dzierlatka która jeszcze nie zdążyła się wyszaleć. Choć i
tak była uważana za mądrą, ale raczej dziwaczkę, to na razie nikt jej
tego nie próbował mówić wprost. Ale jeszcze troszkę, za kilka lat nikt
nie będzie się krył z pewnym niesmakiem jaki będzie wywoływać mówiąc
Jestem sama. Jeśli będzie nieładna to zostanie po prostu tą brzydulą co
ją żaden kijem nie chciał tknąć, jeśli zestarzeje się w stylowo, ze
zmarszczkami dodającymi uroku a nie szpecącymi to będzie tą jędzą z
którą żaden nie mógł wytrzymać.

Ona jednak miała jeszcze kilka
lat przed sobą, z pewnością kilkaset kilometrów w dusznych kabinach
tirów, i nawet patrząc sennie w okno, to nie na temat samotności
rozmyślała. Na razie liczyła się droga i każdy pokonany kilometr. Na
razie nie postrzegała siebie jako samej – samotnej. Jeszcze była
dziewczyną, niekoniecznie kobietą. Jeszcze miała kilka lat przed sobą.

zooey!

trzy rzeczy i prośba

Posted on 2009.08.09 at 08:02
Tags:
1. byłam na woodstocku i było bosko i cudownie i ja chce tam mieszkać cały rok a nie trzy dni
2. po raz chyba pierwszy w życiu jestem zakochana tak na serio

prośba: czy ktoś mógłby zrobić coś z moim layoutem, coś prostego, żeby wyglądał przyzwoicie i się nie rozciągał

no icon

pustynia < wiersz >

Posted on 2009.08.09 at 07:59
Tags:
pustyniaCollapse )

hau hau

artist or not artist

Posted on 2009.04.26 at 15:09

Jako że zwaliłam konkurs wiedzy o filmie, znów zwróciłam się w stronę literatury. Obrazowo to ujmując: rzygam już książkami o filmach, teori filmu, reżyserach itd. A prawdziwej książki w tym roku nie przeczytałam, Tzn, teraz już tak, ale od 1 stycznia do 22 kwietnia, była prawdziwa susza. Jedyne co skończyłam to tomik Herberta i Króla Edypa, no ale sorry, to się nie liczy.

Ale ale!

W środę (dokładnie 22 kwietnia) przypomniałam sobie, ze miałam sobie kupić najnowszą książkę Chucka Palachniuka. Oczywiście, w moim portfelu miałąm siedem złotych,bo dzień wcześniej poszłam do Szuflandii z Karoliną i całą kasę przewaliłam na piwo z sokiem. Lecz od czego są biblioteki? W najbliższej filii miejskie biblioteki numer któryś tam, Chucka nie było, ale za to była Sylvia Plath, a dokładnie jej „Szklany klosz”, który przeczytałam w dwa dni (a  wcześniej żadnej zaczętej książki po prostu nie mogłam skończyć, jakbym miała wstręt fizyczny do liter) i który bardzo mi się podobał. Ale nie o niej miałam pisać. Wczoraj (czyli w sobotę) zamiast na angielski, pojechałąm do książnicy i szukałam materiałów do prezentacji maturalnej, którą musze w tym semestrze przygotować (standardowo, wszystko do czytania na miejscu, witajcie godziny siedzenia w czytelniach tego budynku). Z książnicy przejechałam się do następnej filii biblioteki miejskiej i o to: miałam w rękach najnowszą książkę Palachniuka – „Dziennik”. Szczerze mówiąc, nie wiem czy jest on dobrym pisarzem, naprawdę nie umiem tego określić, tak jak nie umiem określić, czy kto jest dobrym aktorem. Oczywiście umiem odróżnić gówno od czegoś dobrego, ale jeśli coś jest na poziomie powiedzmy normalnym, nie wybitnie dobrym, nie wybitnie złym, to nie wiem co o tym powiedzieć. Nie będę też opisywać jego nowej powieści, mi się podobała, jak chcecie to przeczytajcie sami.

Ale do meritum! Problem nurtujący mnie od jakiegoś czasu, to to, czy pisanie pod wpływem alkoholu, narkotyków itd., nie jest oszustwem czytelnika (czy też ogólnie odbiorcy – to się tyczy każdego rodzaju sztuki – malarstwa, filmu, rzeźby itd.) bo właściwie nie piszesz/robisz tego sam, ale z pomocą. I to tak niską jak proste związki chemiczne, to jest po prostu banalne, bo przecież każdy może się naćpać i pisać, jest to problem dla mnie dalej nie rozwiązany, bo na przykład, jak do tego mają się choroby psychiczne? Przecież jeśli człowiek jest nienormalny, to to co robi nie powinno być oceniane w tych samych kategoriach co ludzi zdrowych na umyśle.

Tak więc nie wiem co o tym myśleć, czy sztuka powinna być czysta, wolna od wszelkich „ulepszaczy” czy też taka sztuka po prostu nie może istnieć.  Dla mnie jedyną używką dozwoloną powinny być papierosy, bo pomijając raka i to wszystko, nie powodują zmiany świadomości (tylko nie podawajcie mi przykładu, tego, że człowiek w nałogu myśli tylko o papierosach, to do mnie nie trafia).

I tu pojawia się magia pana Chucka i literatury/sztuki w ogóle. Niepytany o zdanie sam podnosi rękę. Ja! Wybierz mnie! Zdaje się krzyczeć w pierwszej ławce! I mówi.

"Paradoks bycia zawodowym artystą. Tego jak spędzamy życie na próbach wyrażenia siebie, ale nie mamy nic do powiedzenia. Chcemy, żeby twórczość była jakimś układem przyczyn i skutków. Rezultatów. Towarów. Chcemy, żeby pracowitość i dyscyplina przyniosły uznania i nagrody. Wprzęgamy się w kierat szkoły artystycznej, walki o stopień magistra sztuk pięknych, i pracujemy, pracujemy, pracujemy. Przy wszystkich naszych znakomitych umiejętnościach nie mamy nic szczególnego do zakomunikowania. Według Petera nic nas tak nie wkurza, jak kiedy jakiś naćpany narkoman, śmierdzący leń albo śliniący się zboczeniec tworzy arcydzieło. Ot tak, od niechcenia.

Jakiś kretyn, który nie boi się powiedzieć, co naprawdę kocha.”

 

To tyle na dziś, thx za uwagę.
xoxox
Aw.


no icon

c. d.

Posted on 2009.04.22 at 22:00
c. d.Collapse )


uroczo

chwalipięta

Posted on 2009.03.24 at 21:21
jakiś czas temu (jeszcze w grudniu), łażąc bezmyślnie po korytarzach mojej przeklętej szkoły w czasie fizyki, na którą nie poszłam, przeczytałam ogłoszenie o konkursie poezji. oczywiście, gdy wróciłam do domu, szybciutko wysłałam trzy wiersze i voila! zostałam laureatką! i jade 20 kwietnia do warszzzawy! jeszcze nigdy mnie coś takiego nie spotkało i b. b. mi miło.
(i będę miała publikacje :))
wiersze konkursowe, nie wiem, który przeszedł...Collapse )



ps. w niedziele byłam na pokazie vj-skim petera greenawaya i było genielanie, ale o tym kiedy indziej.

zooey!

everyday, once a day...

Posted on 2009.02.10 at 21:36
Current Music: wciąż radiohead, płyta hail to the thief
Miłe panie i mili panowie.
Z całego serca (jezu, jak to patetycznie brzmi), zachęcam was do zrobienia czegoś dla siebie. Bo zawsze jest czas i każdemu się należy.
Ja dziś coś takiego zrobiłam – mianowicie, postanowiłam powagarować i po filozofii wyszłam ze szkoły z jednym postanowieniem: idę do kina!
Kocham, wielbię i wiąże przyszłość z kinem, szerokopojętym. Aczkolwiek, marzenia mam sprecyzowane: I wanna be a director.
Ale do rzeczy: namawiam was, byście pewnego dnia zerwali się od swoich zajęć i poszli na najwcześniejszy seans. To jest po prostu magia – na sali na sto osób, jest siedmiu ludzi, każdy siedzi sam, każdy jest outsiderem, ale nikomu to nie przeszkadza. Można rozłożyć się na trzech krzesłach i nikt nie zwróci uwagi. Sam film nie musi być ciekawy – nawet gówno, opakowane w tą cudowną atmosferę ogląda się świetnie. Po seansie, na którym można płakać do woli (a płakać, szczególnie nad nie moim życiem lubie bardzo), nikt cię nie wygania, możesz siedzieć jeszcze dziesięć minut i gapić się w pusty, biały ekran do woli. A potem można nawet zaglądnąć co jest za nim (plątanina stelaży i dziwnych rur), można go nawet dotknąć, a choć widziałam, że nie jest zrobiony ze szkła, to zdziwiłam się, gdy dotknęłam białego, sprężystego materiału.

Tak więc, sprawcie sobie przyjemność. Cokolwiek. A najlepiej idźcie do kina. :)

fucked-up

jestem okropna

Posted on 2008.09.14 at 23:03

wczoraj, czyli w sobotę o 21:30 w szczecińskich 13 muzach, kto tam był, ten wie gdzie to jest, odbył się slam poetycki (jak się okazało, nagroda główna: 200 pln). oczywiście jak to artyści mają w zwyczaju cała impreza miała pół godzinny obsuw, w trakcie którego skorzystałam nielegalnie (darmowo) z toalety za trzy złote i wypaliłam kilka równie nielegalnych (dla mnie) papierosów.

gdy już miało się zacząć, okazało się, ze poeci mają się zarejestrować, więc kolejne kilka minut sierdziłam na ławce przed sceną i zastanawiałam się, co ja tam robie i dlaczego jestem sama (standardowo, w ostatniej chwili wszyscy nie mogli przyjść, a ja byłam już na bramie portowej i nie chciało mi się wracać, więc poszłam sama, jak rasowy wyrzutek społeczeństwa).

wreszcie gdy zaczął się cały ten slam, i gdy wysłuchałam kilku początkujących szczecińskich poetów , i ich żali (nie wiem dlaczego w każdym ich wierszu pojawiło się słowo „dresiarz” w złym znaczeniu, ale o tym będzie inna notka), stwierdziłam, że dlaczego ja bym nie miała wziąć udziału, tak więc, zgłosiłam się do pana organizatora i poprosiłam go, by mnie wpisał na listę.

 

wyobraźcie sobie: ja stoję na scenie, podałam im tylko imię, reszta występowała pod nazwiskami,  pan prowadzący do mnie: no to Ewka, powiedz coś o sobie, kiedy ostatnio odbywałaś stosunek seksualny?

 ja: nigdy.

prowadzący: to znaczy z meżczyzną.

ja: nigdy.

sala: cisza i zdziwienie.

zmieszany prowadzący: no to powiedz swój wiersz.

ja:  JESTEM PRAWDZIWĄ ARTYSTKĄ. WYSZŁAM NA SCENE, BO CHE MIEĆ TE DWIE STÓWY.

(ja: ukłon)

sala : jeszcze większe zdziwienie, tylko jeden pan załapał ironię i zaczął się śmiać.

organizator – zbulwersowany, jak mogłam tak zakpić z tej wielkiej imprezy.

ja: wewnętrzny śmiech, teraz nie lubi mnie  cały artystyczny szczecin, a ja nadal sadzę, ze wszyscy artyści to prostytutki.

pieniędzy nie wygrałam, o 23:20 byłam grzecznie w domu.


no icon

zdziwienie

Posted on 2008.09.10 at 22:31
Current Mood: busy
Current Music: czesław mozil
przedwczoraj, po raz pierwszy w życiu, gdy spojrzałam na pierwszą gwiazdkę, pomyślałam życzenie nie dla mnie, a dla kogoś innego.

fucked-up

i'm so dead.

Posted on 2008.09.04 at 20:58
umarłam i trafiłam do piekła.
elitarnego kurwa piekla.
lo2 osrałam się z niepatologicznego szczęścia.



aw wraca, bo w na real life nie ma czasu, i pozostał jej virtual.





(tak, tak wiem, że będzie dobrze)


Previous 10